Światło na drodze

U nas Niemcy mordowali całą rodzinę za udzielenie pomocy Żydowi. W Salwadorze morduje się całą rodzinę za posiadanie fotografii arcybiskupa męczennika Romero lub Biblii. Czemu ta Biblia taka niebezpieczna? I to nie tylko w dalekich krajach katolickiej Ameryki Łacińskiej. Przenosząc się myślą w inne, bliższe nam rejony świata słyszymy o aresztowaniach ludzi, u których znaleziono literaturę biblijną i fotografie Jana Pawła II, a w dużo większym kraju są więźniowie polityczni, którzy piszą do przywódcy państwa i podejmują strajk głodowy, aby zostawiono im w celi Pismo Święte. Odmawiać sobie całkowicie chleba ziemskiego, aby nie być pozbawionym kęsa chleba niebieskiego? A jeszcze bliżej — i mniej tragicznie, wręcz wesoło: kolejki przed sklepem biblijnym na Nowym Swiecie w Warszawie. Kolejki, które się beznadziejnie wydłużyły po włączeniu do programu pierwszych klas szkół średnich tekstów biblijnych. Wprowadzić reglamentację? Biblia na kartki? Chyba nie na talony.

„Oto nadejdą dni — wyrocznia Pana, Jahwe — gdy ześlę głód na ziemię.

Nie głód chleba i nie pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Jahwe.

Wtedy biegać będą od morza do morza i z północy na wschód.

Będą się wałęsać chcąc znaleźć słowo Jahwe, lecz go nie znajdą”.

(Am 8, 11—12)

Dlaczego „głód słuchania słów Jahwe” (Am 8, 11)? Dlaczego — jak wyznaje Bogu z wdzięcznością Jego psalmista — „Słowo Twe lampą dla moich stóp i światłem na drodze mej”? Wielu z nas mogłoby wiele na ten temat powiedzieć… Jakie siły tkwią w tej niepozornej księdze… Jakich sił ona naszemu słabemu życiu udziela… Na te doświadczenia ludzkie — cudze i nasze — możemy spojrzeć z dwóch stron.

 

You can leave a response, or trackback from your own site.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *